Rafał Tichy, Apokalipsa historii
Problem zwłoki w przyjściu Chrystusa stawia zatem przed nami pytanie o sens historii. Ten zaś gdzie jak gdzie, ale na gruncie wiary i myśli opartej na objawieniu powinien być stawiany i rozważany. To bowiem właśnie Objawienie i wyrosła na nim myśl hebrajska podarowały światu historię, a wraz z nią także eschatologię ukazującą sens dziejów. Aby wierzyć nie wbrew historii, lecz podejmując jej brzemię, i aby dostrzegać w niej sens, Boski zamysł – trzeba wiary biblijnej, czyli eschatologicznej i mesjańskiej. Wiary, która pod powierzchnią historii widzi jej apokalipsę.
Giorgio Agamben, Kościół i królestwo
Wydaje się, że odniesienia do rzeczy ostatecznych tak dalece zniknęły z mowy Kościoła, że możliwe było – nie bez dozy ironii – powiedzenie, iż Kościół rzymski zamknął swoje okienko eschatologiczne. I z jeszcze bardziej gorzką ironią pewien teolog francuski mógł napisać: „Chrystus przepowiadał nadejście Królestwa, tymczasem nadszedł Kościół”. Jest to stwierdzenie niepokojące i proszę się nad nim zastanowić.
Robert Pawlik, Agamben i czas mesjański. Glosa do przekładu prelekcji „Kościół i królestwo”
Fakt, że żyjemy w czasie końca, przeobraża nasz stosunek do wszystkich innych rzeczy, w tym do prawa i wszelakiej normatywności. Zasadą działania prawa jest wprowadzanie podziałów, wznoszenie murów; sensem mesjańskiej nowiny – zburzenie murów i zniesienie podziałów istniejących pośród ludzi, jak również między człowiekiem a Bogiem.
Izabela Rutkowska, Kara i oczyszczenie. Geneza II wojny światowej w wizjach polskich mistyków katolickich (studium kreacji językowej)
Mistyk, którego tożsamość polega na łączności z Bogiem, nie może bowiem pominąć jego udziału w żadnym z wydarzeń. Świat mistyczny jest światem, którego granic nie określa Ziemia i ludzkie mechanizmy, czasu nie ogranicza dzień i rok. Piekło, czyściec i niebo stanowią wymiary istnienia tak samo realne jak doświadczany w czasie i przestrzeni wymiar ziemski. Postaci takie, jak Matka Boża, święci, aniołowie czy szatan są dla nich tak samo realne jak każdy napotkany człowiek – biorą więc udział w każdym z wydarzeń i w każdym stanowią realne wsparcie bądź przeszkodę. Według mistyków więc – podobnie jak przyczyną wojny były ludzkie grzechy i wynikająca z nich kara Boska, tak też i jedynym ratunkiem, który mógł skrócić ten czas bądź go zakończyć, mogła być pokuta za grzechy, modlitwa oraz interwencja Matki Bożej, Jezusa.
Michał Łuczewski, Wszyscy jesteśmy Ryszardem C.
Mirosław Drzewiecki potrzebował pola golfowego na Florydzie i afery hazardowej, żeby zrozumieć istotę polskości. Dopiero wtedy pojął, że jest „najlepszym przykładem na to, że Polska to dziki kraj”. W swoistej prywatnej epifanii odkrył, że logika katechonu przenika się u nas z logiką apokalipsy. […] Nie przeceniajmy jednak byłego ministra sportu. W trakcie swej działalności publicznej nie dał się poznać jako, powiedzmy sobie, myśliciel dużego formatu. Ponieważ jest przede wszystkim politykiem, jego perspektywa jest z konieczności ograniczona. Jego intuicje, jakkolwiek trafne, domagają się pogłębionej artykulacji. Każdy praktyk potrzebuje swojego teoretyka, który zrozumie go lepiej niż on sam siebie rozumie. Dion z Syrakuz potrzebował Platona, Aleksander Macedoński – Arystotelesa, a Drzewiecki potrzebuje René Girarda. Dzięki niemu Drzewiecki może zrozumieć, co naprawdę miał na myśli. A my możemy zrozumieć, kim naprawdę jesteśmy.
Filip Memches, Rock (neo)mesjanistyczny – między prawicową warszawką a paryskim brukiem
Norwid stawia nas zatem wobec spraw ostatecznych, wobec spraw życia i śmierci – w sensie zbawienia, a nie fizycznego przetrwania – niezależnie od tego, kto po której stronie „barykady” na tym ziemskim padole się sytuuje. A nam nie pozostaje nic innego, jak zmagać się z przesłaniem wieszcza. On zawsze był, jest i będzie awangardowy, kontrkulturowy. Szedł, idzie i będzie iść pod prąd.
Nikodem Bończa-Tomaszewski, Mesjasz i Kronos
Nie chodzi o to, żeby głównym celem naszych działań uczynić pełne półki w sklepach, stadiony i autostrady (choć nikt przy zdrowych zmysłach nie zaprzeczy temu, że wszystkie one mają pozytywną wartość), ale o to, że nadszedł czas pełnej konfrontacji polskości z nowoczesnością we wszystkich jej aspektach. Polacy muszą znaleźć dość siły, mądrości i woli, by móc podmiotowo nowoczesność kształtować. Należy porzucić rozumienie nowoczesności jako siły obcej, której albo musimy stawić czoła, albo się jej poddać. Alternatywa rozdarcia pomiędzy Scyllą socjalizmu a Charybdą kapitalizmu jest już nieaktualna. Nie chodzi bynajmniej o żadną „trzecią drogę” opartą o wartości „swojskie i rodzime”, ale o zrozumienie, czym jest nowoczesność i jaki mamy w niej udział.
Michał Sokulski, Uwolnić Mickiewicza. Z Walickim i choćby mimo Walickiego
Teleologiczna wizja rozwoju mesjanizmu Mickiewicza – przedstawiająca jego myśl jako linię wznoszącą się od braku pełni do pełni – z jednej strony, nie pozwoliła Walickiemu dostrzec przełomów w życiu jego bohatera; z drugiej zaś, doprowadziła do utożsamienia dojrzałości z heterodoksją mesjanizmu francusko-słowiańskiego, a niedojrzałości z domniemaną heterodoksją mesjanizmu narodowego. Czy nie lepiej jednak dojrzałość Mickiewicza widzieć w inny sposób?
Andrzej Walicki, Zdesarmatyzować Mickiewicza. Odpowiedź Michałowi Sokulskiemu
Mickiewicz jest dla mnie wzorcowym mesjanistą nie tylko dlatego, że wierzy w nowe objawienie i mówi o sobie jako o „żywym świadku”, ale także przez swój rewolucjonizm. Najbardziej klasycznym przejawem mesjanizmu jest bowiem mesjanizm rewolucyjny, tj. taki mesjanizm, który oczekuje nagłego zerwania z ciągłością historii za sprawą czynnika nadprzyrodzonego. To się nazywa w literaturze premillenaryzmem dlatego, że pewne wydarzenia eschatologiczne, jak przyjście Mesjasza czy wojna powszechna, poprzedzają millenium.
Rafał Wojasiński, Dom Pawła
Paweł czuł senność od marcowej jasności. Śnieg już zniknął i wszędzie na podwórku wyszło błoto. Kaczki i kury łaziły po nim. Paweł patrzył na to i myślał, że na świecie nie może być spokoju. Za ogrodzeniem jego domu stała woda. Mały stawek, który rozlał się na pola, lśnił w słońcu. I nawet jeśli Boga nie ma, to miało sens, bo było piękne.
Rafał Wojasiński, Światło
? Jestem gruba od leków – powiedziała. – Myślałam, że będzie mi przeszkadzało, że jestem gruba i łysa.
? Nie przeszkadza? – spytałem głupio.
? Nie, nie przeszkadza. – odpowiedziała i po chwili dodała do synka – Zobacz, Ptysiu, jakie piękne światła w tym hotelu.
Rafał Wojasiński, Historia choroby
Za ladą barową stał mężczyzna. Pamiętałem go sprzed dziesięciu lat. Jadąc na pogrzeb mojego przyjaciela, zatrzymałem się w tym miejscu, żeby coś zjeść. Pogrzeby to dla mnie głód i kwiaty. Kwiaty na pogrzebach nie pachną. Czuć je zamkniętą kaplicą. Zamówiłem to, co najbardziej lubię. Kiełbasę na ciepło z musztardą i piwo. Po tym poznaję, że świat jest dobry.
Wojciech Chmielewski, Bar polski
Ulica Poznańska, wysokie kamienice cudem ocalałe z wojny. Życie toczy się w bramach, po brukowanej nawierzchni toczą się wozy z węglem, stukają końskie kopyta, jeżdżą nieliczne samochody. Wieczorem dziewczyna stawała na rogu Poznańskiej i Wspólnej, to było miejsce wyznaczone jej przez alfonsa. Raczej bez strachu, pracowała szósty rok w zawodzie, choć jeden raz wydawało jej się, że widziała diabła, stukał kopytami i ukrył się za rogiem kamienicy, tam, gdzie nie dochodziło już światło latarni.
Stanisław Chyczyński, Pieśń o Arhyelu
? Eee, co mi tam, jaśnie panie! Idźcie z nią do mojej baby, mnie śpieszno na wojaczkę – odrzekł kosynier zdecydowanym głosem, po czym z jeszcze większym zapałem oddał się klepaniu. Nie był złym człowiekiem, ale miał dziewięcioro dzieci, które niełatwo było wykarmić. A w stajni jeszcze krasula i chabecina?
Artur Nowaczewski, Kartki z Białorusi
Pewnego dnia dziewczyny wróciły z miasta z wieścią, że spotkały jurodiwą. Częstowała
je wafelkami. Pani Anna w największe upały miała na sobie kilka warstw ubrań. Kiedyś byłam artystką – mówiła – malowałam portrety Lenina. Ale Bóg mnie pokarał i straciłam władzę w palcach.
Tadeusz Korzeniewski, Epifania pornografa
Nagle pojawiła się przed nim brodata postać w białej szacie i sandałach. No – Bóg. Pornograf zaczął doń coś spontanicznie mówić. Następna postać pojawiła się obok, mały brodaty mężczyzna, apostoł Paweł. Pornograf zaczął z obu postaciami nieskładną rozmowę o posłuszeństwie Bogu i prawym życiu. Pojawiła się trzecia postać, słynny nieżyjący już komik Lenny Bruce. Pornograf zapytał Boga, czy Bruce jest w niebie, czy w piekle, ale nie zapamiętał odpowiedzi. I na koniec, jako wizję, zobaczył siebie w wózku inwalidzkim, co wywołało w nim głęboką trwogę.
Szczepan Twardoch, Moja melancholia. Zamiast manifestu
Jest więc melancholia również wiecznym niezaspokojeniem: bo tajemnicy Życia nie da się objąć w całości, można tylko czasem uzyskać w nią przelotny wgląd, który jednak nie zaspokaja, mało tego – posyca raczej poczucie niezaspokojenia. Kto raz zajrzał w tajemnicę Życia, ten staje się człowiekiem wiecznie głodnym. Jedynym zaś sposobem, aby ten wieczny głód chociaż trochę stłumić, jest zajrzeć ponownie. Zaglądać zaś mogę tylko pisząc, nie znam innego sposobu.
Borys Barski, Wyznanie niedoszłego samobójcy
Jakoś nie potrafię się uwolnić od przeświadczenia – nie nazwę go religijnym, raczej metafizycznym – że wraz z aktem samobójczym zaczyna się coś niewyobrażalnie przerażającego. To nie jest zapadnięcie się w sen. Wręcz przeciwnie, gwałtowne przebudzenie spowodowane spotkaniem z czymś potwornym, z kwintesencją potworności. Z tym strasznym czarnym kimś, który przerażająco się wyłania zza węgła w Mulholland Drive Davida Lyncha.
Jan Zieliński, Flash Mob
Rozliczymy się za wszystko: za to, że nami pomiatają albo że się nas boją, za biedę i głód, i za każdy sukces zepsuty niedosytem. I za to, że żeby poczuć się lepiej, musimy faszerować się złudzeniami lub upijać się kłamstwem, żeby choć przez chwilę nie czuć nic. Za każdy kompromis, za to, że nie można tak, jak by się chciało, za to, że trzeba tak, jak nie można. Za nasze łzy i za łzy naszych dzieci, i za wszystkie nieszczęścia. Za nasze cierpienie i za cierpienie przez nas spowodowane.
Maciej Urbanowski, Poezja chłopcem podszyta
Głos Nowaczewskiego splata się tu z głosem Brela i świętego Pawła, co nas nie dziwi, bo jest to poezja bardzo literacka i mocno zakorzeniona w kulturze. Właściwie nie ma tu wiersza, który nie byłby mniej lub bardziej czytelną aluzją do dzieł kultury. Nazwać by to można klasycyzmem, gdyby nie „postmodernistyczne” przekraczanie granic między kulturą niską i wysoką, elitarną i popularną przez Nowaczewskiego.
Michał Łuczewski, Błazen, karzeł, farciarz. Teologie Andrzeja Horubały
Chociaż w Umoczonych wyczuwamy obecność teologa, który z boku opisuje upadek świata swoich bohaterów, to jednocześnie czujemy, że za sprawą Wojtka, który przejął część charakterystycznych cech Andrzejka, staje się częścią tego upadku. Dialektyczna konstrukcja Horubały prowadzi w ostatecznym rachunku do tego, że teolog nie jest już ani błaznem, ani karłem, ale postmodernistą – który chce być każdym.
Aleksander Kopiński, Książka po trzykroć niemożliwa
Twardoch nie gloryfikuje przewag rodzimego oręża ani nie krzepi narodowego ducha. Co więcej,
relatywizuje patriotyczne wartości, skoro w jego literackiej wizji polskość i niemieckość zostają zrównane: stanowią one dwie przeciwstawne siły kosmiczne, których zmagania organizują dziejowe uniwersum. Nie ma tu przy tym miejsca na racje polityczne, religijne ani etyczne, na żadne poczucie słuszności, odróżnianie „dobrych nas” od „złych onych”, słowem – na to wszystko, co streszcza się w postaci Pawła Włodkowica i jego nauce o nienawracaniu siłą, o czym zresztą w całej książce ani razu się nie wspomina.
Marek Horodniczy, Dokąd jedziemy, Polaku?
Okazuje się jednak, że część rodzimych twórców filmowych prawdę dostrzega gdzie indziej; że po dziesiątkach filmów z historią w tytule chce poszukiwać sensu własnej tożsamości (często ryzykując narażenie się na śmieszność) daleko poza obszarami wyznaczonymi przez tzw. politykę historyczną. Artyści wydają się mówić: filmowe rozliczenia z historią najnowszą idą swoją drogą. Czas zabrać się za sprawy równie ważne, a leżące dotąd odłogiem. Na przykład za pytanie, kim jest Polak w XXI wieku?
Piotr Kosmala, Ci (nie)szczęśni federaliści. Kilka uwag na marginesie sporu Krzysztofa Raka i Sławomira Lisieckiego
W powszechnej świadomości niewielu Polaków położyło podwaliny pod współcześnie integrującą się Europę, a jeśli nawet jacyś by się znaleźli, to głównie w środowiskach wolnomyślicielskich, socjalistycznych czy liberalnych. Co ciekawe, oddawanie w ten sposób pola zdaje się służyć obu stronom ideologicznego sporu – jedni przyznają sobie monopol na europejską jedność, drudzy budują w kontrze swą fałszywie pojętą autarkiczną tożsamość. Tymczasem prawda o polskim federalizmie wymyka się prostym etykietom i jednoznacznym podziałom.
02 stycznia 2012 o 20:14
Na podstawie tych zajawek na najlepszy wygląda artykuł Tichego, bo dotyczy spraw fundamentalnych; i Sokulskiego, bo to benedyktynska robota.
Odpowiedz
04 stycznia 2012 o 10:17
Teksty tekstami, ale ta lalunia na okładce w białych pończoszkach jest boska! Kto to jest? Czy można się do niej zapisać – via redakcja – na tortury?
Odpowiedz
slawus Napisał:
styczeń 4th, 2012 o 19:07
Etam, pasztet w obciachowej kiecce!
Odpowiedz
Nanek Napisał:
styczeń 5th, 2012 o 15:05
Sam jesteś pasztet z Kronosa
Odpowiedz
07 stycznia 2012 o 2:24
pierwsze reakcje na 3 nr „44”
http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?t=8700&highlight=numer
Odpowiedz
07 stycznia 2012 o 23:21
Szukam, szukam, a gdzie jest mail do redakcji? Co to za tajemniczki!
Odpowiedz
08 stycznia 2012 o 12:16
Wystarczy w wyszukiwarkę wrzucić „mail” :)
http://44.waw.pl/stowarzyszenie/formularz-kontaktowy/
Chociaż mógłby być bardziej wyeksponowany. Fakt.
Odpowiedz